poniedziałek, 16 maja 2011

ufffffff

No dobra do nadrobienia została mi jeszcze impreza z dziewczynami i będę w końcu na bieżąco - przepraszam ze tak wszystko na raz, ale lenistwo nie boli :P

Stratfort!

W ubiegłą niedzielę wybrałyśmy się do miasta Sheakspire'a - nie chce mi się spr. jak sie go piszę, urokliwe miasto - muszę przyznać, małe, w sumie to miasteczko :D haah
Wrócimy tam zapewne, gdyż mają tam genialny sklep z herbatą i najlepszą gorrrrącą czekoladą :D









                              Znów Święta!! :) - całoroczny sklep - z melodiami Świątecznymi w głośnikach włącznie ;)
                                                                   Szekspirowy dom :)


23 ur ANAIS! :)

Dnia 1 maja Anais miała swoje święto - więc mądra ja, uznałam że trzeba zrobić jej suprajsa i tak tez zrobiłam. Upiekłam tęczowe ciasto a w dekoracji pomogła mi Martha - nowa Au pair w mojej wsi - pochodzi z Hoszpani i też w tym roku kończy 23 lata. Bardzo miła dziewczyna - z pozytywną energią :)
W każdym razie,kupiłyśmy balony - jak się okazało dla urodzinowego chłopca, ale ładnie stworzyłyśmy urodzinową dziewczynę. Do ciasta dołożyłam jeszcze kilka cupcakes, które przy okazji zrobiłam dla familji, i dawaj z prowiantem w drogę.
Zadowolone że Niemka zna kod do bramy ( Anais mieszka na wielkiej, gigantycznej farmie z końmi, aby sie dostać do środka, nalezy wpisać kod do bramy a następnie przejechać samochodem koło km, żeby zobaczyć zabudowania pracowników o.O )  Jednakowoż, gdy Niemka wbiła kod, okazało sie ze Hości Anais go zmienili, i co chwila sychac było dżwięk - zły . yhhh wiek tak stałysmy z balonami i ciastem przed samochodem i myślałyśmy co tu zrobić. i znów użyłam moich talentów w grze i dzwonie z pytaniem czy moge dostać nr kodu, gdyż Hostka mnie podwiezie po drodze, odczekałyśmy chwile i dawaj do środka. Zaspiewałyśmy jej sto lat przed domem i zadowolone wparowałysmy do środka by pochłonąć pizze i ciasto :)
Biedna Anais omal sie nie popłakała ze szczęscia...
A ode mnie dostała album ze zdjęciami , tylko ze zdjecia były wydrukowane na stronie, jak książka, mi się podobało i jej również z czego byłam zadowolona baaardzo :)








LEGOLANDDDDD!

Po urodzinach nadszedł czas na wybór miejsca ich uczczenia padło na - legoland! :)
Pojechałam przypadko gdyż okazało sie ze na małe dziecko przypadać musi jeden dorosły ^^ no i miałam mtroche radochy musze przyznać . Czy wspomniałam już ze udaliśmy się tam w dzień zaślubin Książęcej pary? Tiaaa slubu nie oglądałam , w sumime to mnie interesowała tylko suknia. Najzaabawniejsze było zgadywanie i przewidywanie co na siebie założy królowa i co zrobi panna młoda ,czy ucieknie czy też nie, czy powie tak czy tez nie :Phaha szczerze - wolałam juz ten legoland xD











Fajnie było :)

Urodziny Rudi'ego

Mój najmłodszy - Rudi skonczył 24  kwietnia 7 lat. Z tej okzaji w sobotni - Świąteczny dla mnie - poranek odbyła się akcja dekorowanie domu na przyjęcie urodzinowe młodego. Motyw przewodni - Star Wars, tak przy okzaji mogę Wam wymienic głównych bohaterów i stoczyć bitwę na miecze świetlne, gdyż jestem już w tym mistrzem :D teraz mój mały diabeł podwyższył szczebel trudności i toczymy wojne Światów skacząc na trampolinie :D haha W każdym razie, było mnóstwo jedzenia , wrzasków, krzyków, i najśmieszniejsze pytanie od jednego ze star warsów - " Are you Rudi's sister? " - Nooooooo ;] haha jedyne normalne dziecko jakie tam było , reszta to matko z córką, trzeba było uciekać jak miały miecze świetlne w rękach ;]
Hostka upiekła dla niego specjalny tort urodiznowy, jak mówiła zawsze piecze specjalny tort dla każdego i co roku inny ;)






Na ostatnim zdjeciu najstarszy starał się złapać bombe wodną - nie wyszło ;]
A dziecko w kostiumie Luke'a, chyba miało największego bzika na punkcie star wars.. ;)

Wielkanoc

Tak też i wiec Święta Wielkanocne spędziłam z Host rodziną i ich rodziną :)
Było bardzo miło, poznałam już większą część rodziny Hostki, ale Hosta jeszcze nie, wiec w Święta miałam okazję. Krzątałyśmy się wspólnie z Hostką podczas przygotowywania Świątecznego lunchu, oraz deseru. Wszyscy byli dla siebie mega mili. Byłam zadowolona z panującej atmosfery, i prawie czułam się jak w domu, gdyż i tu byli dziadkowie, wujkowie, ciotki, no i familia, jednak prawie, robi wielka różnicę.. mimo wszystko chciałam być z moją rodziną i obchodzić Święta jak należy.
Z rana dostałam prezent - było to wielkie jajo czekoladowe :) następnie po śniadaniu moim zadaniem było schowanie jajek w ogrodzie - poszło mi nieźle - musieliśmy zacząć się bawić w "ciepło zimno" gdyż dzieci nie mogły ich znaleść :P

Następnego dnia było szukanie jajek we wsi - na placu zabaw. Nie przyszło zbyt wielu ludzi, ale zabawe, mieli przednią :) Ja oczywiście zapoznałam dzieci z naszym zwyczajem mokrego Dyngusa i tym oto sposobem wraz z Hostką i dziećmi byliśmy cali mokrzy - nie przewidziałam ze dzieciaki mają tak genialne pistolety wodne.. oczywiście przegrałam z moim małym pistolecikiem..no ale zabawa się liczy. :)

Upieklam moje pierwsze cupcakes - i pokochałam je od pierwszego spróbowania! :))
Nie chce mi sie opisywać co było dalej, w sumie to rutyna, jedliśmy morskie jedzenie - czego nie lubię, i odwiedziliśmy góry, w Hiszpanii mają genialnie dobrą szynkę! :) Mimo skrajnych przypadków, wmawiałam sobie - Dżoana oni płacą - więc sie nie przejmuj co myślą :))

I tym oto wpisem zakńczę relację z Hiszpanii :)